Relacja 200km 20.04.2013 Grzegorz Rogóż

Nie było łatwo z pierwszym brevetem w tym roku. Najpierw bez końca czekaliśmy na wiosnę, później kibicowaliśmy żeby na wyznaczonych drogach stopniał śnieg, a tuż przed rajdem okazało się, że na interesującym nas terenie jest wiele zatopionych gospodarstw. Udało się jednak i 19 zawodników wyruszyło na pierwszy w tym roku przejazd organizowany przez Fundację Randonneurs Polska. Tak naprawdę trasa miała 207 km, jechaliśmy z Chotomowa, do Zakroczymia, Jońca, Ojrzenia i Sochocina a wracaliśmy przez Nasielsk i Pułtusk.

200 km to najkrótszy dystans, na którym organizujemy wyścigi. Pozostałe to 300, 400, 600 i 1000 km. Z racji ultramaratońskiej długości tych tras, trafiają do nas zawodnicy bardzo wytrwali, kochający rowery, ale też bardzo aktywni sportowo i wytrzymali. Wytrzymałościowy charakter imprez ściąga wielu kolarzy w dojrzałym wieku, którzy właśnie w takiej dyscyplinie widzą szansę osiągnięcia ciekawych wyników. Choć takich sportowców nie zabrakło, to byli także ludzie młodzi, doczekaliśmy się również pierwszej kobiety, która ukończyła brevet w bardzo dobrym czasie. Jeden z zawodników, zdecydował się również na start na rowerze z ostrym kołem – „ten właściwy akurat mi się zepsuł, a nie chciałem przegapić imprezy” – powiedział nam. Formuła Audax Club Parisien, w której organizujemy przejazdy zakłada możliwość jazdy na trasie każdą maszyną napędzaną siłą ludzkich mięśni – nawet hulajnogą.

Na trasie wyznaczono 3 punkty kontrolne. Są to takie miejsca, w których uczestnik musi potwierdzić swój pobyt za pomocą stempla i podpisu na specjalnej karcie. Drugi punkt znajdował się na 107. kilometrze, zadbaliśmy by zawodnicy mieli tam posiłek, wodę, izotonic i podstawowe narzędzia, aby móc usunąć drobne defekty swoich maszyn.

Od razu na starcie kolarze podzielili się na kilka grup jadących z różną prędkością. Niektórzy wytrwali w swoich założeniach, inni przyspieszyli, byli również tacy, którzy zdecydowali się na oderwanie od reszty i samotną jazdę. Formuła naszych brevetów zakłada mniejszą dawkę rywalizacji niż na typowych wyścigach, a większą przyjemność z jazdy. Dlatego każdy dobierał sobie tak tempo by mieć z rajdu jak największą przyjemność. Zresztą trasa została poprowadzona tak, by unikać dróg o dużym natężeniu.

Przejazd odbywa się na podstawie karty z zaznaczonymi wszystkimi zakrętami, miastami, skrzyżowaniami, uczestnik jest prowadzony jak po sznurku, po całej trasie. Nie jest potrzebna ani mapa ani GPS, wystarczy zwyczajny rowerowy licznik. Zdarzały się jednak pomyłki w czytaniu naszej karty, dwójkę zawodników kosztowało to nawet kilkadziesiąt kilometrów dodatkowej jazdy.

Na metę dotarli wszyscy startujący, pierwsza grupka pojawiła się po 7 godzinach, ostatnich dwóch kolarzy po 11 godzinach. Limit czasu na skończenie 200 kilometrowej trasy wynosił (zgodnie z regulaminem ACP) 13,5 godziny, zatem wszyscy startujący z powodzeniem się w nim zmieścili.

Za 3 tygodnie, 11 maja, również w sobotę, startujemy już na nieco trudniejszej trasie – 400 km.

Serdecznie wszystkich zapraszam.

Grzegorz Rogóż