Relacja z brevet 200 km, 20 kwietnia 2013 Marian Maciejewski

No to posmakowałem kolejnej formuły jazdy na rowerze tzn. brevetu.

Do tej pory mam za sobą 22 maratony szosowe, zawsze na najdłuższym dystansie określanym jako giga( no chyba tylko dwukrotnie był to dystans mega). W ubiegłym roku z różnych przyczyn był odpoczynek od jazdy długodystansowej, a swoje pasje skierowałem na jeżdżenie na maratonach MTB, które jak wiadomo z nazwy są maratonami, a tak naprawdę to wyścigi terenowe na określonych dystansach. Również w ubiegłym roku poświęciłem dużo czasu nowej pasji - jeździe na rolkach, z ukoronowaniem swoich wysiłków startem na maratonie sierpniowym w Gdańsku. Jednak w bieżącym roku postanowiłem powrócić na długie trasy maratonów szosowych bo to jakoś we mnie najbardziej siedzi.

Zima opóźniała przygotowania chociaż starałem się jeździć jeśli tylko warunki pozwalały. Zainteresowałem się brevetami, uznałem że będzie doskonałym miernikiem siły przed maratonem w Trzebnicy. I chociaż maratony dla mnie to już żadna tajemnica to jednak intrygował mnie problem jazdy po nieoznakowanej trasie, jedynie na podstawie opisu. Okazało się jednak, że opis był bardzo czytelny i obyło się bez błądzenia. Wraz ze mną na wszelkie zawody jeździ starszy kolega ( 70 lat) , który może sprinterem nie jest ale jest niezwykle wytrzymały. Być może nieco za późno stawiliśmy się na starcie, bo zanim przygotowaliśmy się do startu już było po 8-mej. No cóż z Iławy droga długa. Tak więc wyruszyłem na trasę sam, ok. 8:25 i długo musiałem kręcić zanik kogokolwiek dostrzegłem z przodu. po 25 kilometrach dojechałem do pierwszej grupy, ale jechało mi się nadzwyczaj dobrze więc dalej pędziłem swoim rytmem.

Jeszcze przed pierwszym punktem kontrolnym minąłem następnych uczestników. Dalej do końca już jechałem samotnie i jedynie na 106 kilometrze nieco dłużej zagościłem u Lucy aby się posilić i troszeczkę pogadać.

Ostatnie kilometry już spokojnie bez zbędnego obciążania organizmu dojeżdżałem do mety. Ponadto wiedziałem, że i tak będę musiał czekać na kolegę. Zapisano i wynik 8:40, licznik pokazał 7:55 minut czystej jazdy - jak na początek sezonu extra wynik. Pytanie czy warto , przecież można to było sprawdzić bez wyjazdu aż na brevet. Warto a to ze względu na atmosferę, poznawanie nowych ludzi i nowych tras.

Chętnie wziąłbym udział w innych brevetach ale nie mogę przełamać obaw związanych z jazdą nocą w przypadku gdy miałyby to być dłuższe dystanse. No i jeszcze inna przyczyna że nie wszędzie da się startować to praca, wiadomo ta ważniejsza część naszej egzystencji. Warunki pozwolą to spróbujemy zapewne po raz kolejny bo to ciekawa przygoda.

Do zobaczenia gdziekolwiek.